Szukaj na blogu

piątek, 20 września 2013

II odcinek Polskiego Turnieju Wypieków - moje przygody

Udało się!
Walka była zacięta, ale ciasta same się obroniły. Nie udało się co prawda zostać mistrzem odcinka, ale najważniejsze, że nie było żadnego zakalca i jury pozwoliło dalej cieszyć się przygodą. Moja tarta cytrynowa okazała się być jedna z najlepszych, cupcake  miętowe zrobiły furorę, a kulebiak również był jednym z lepszych. Czegóż więcej do szczęścia potrzeba? :)

Fot. T. Zadrożny
 Co się czuje w środku, kiedy jury kosztuje wypieków nie da się opisać słowami
.

Cały okres spędzony w Szczawnicy wspominam bardzo miło.  Cudowne miejsce na wypoczynek, choć nie bardzo miałam czas na zwiedzanie:)
 Nie było łatwo żegnać się z osobami, które odpadły, ale jest to program telewizyjny, o czym wiedzieliśmy zgadzając się na ta przygodę. Każdy z nas chciał zostać tam jak najdłużej.  Nie jest też łatwo pracować pod presją czasu gdzie mamy do czynienia z tak delikatnym tworem jak ciasto...
Dwa odcinki za nami, co przyniesie czas... zobaczymy. 

Fot T. Zadrożny (Tarta cytrynowa)


Fot. P. Kulikowski (cupcake miętowy)


Fot. P. Kulikowski (cupkake z kawą inką)


Fot. P. Kulikowski ( Kulebiak z kapusta kiszona i grzybami)
Jeśli chcecie przepis na te wypieki tu na blogu, zostawcie komentarz:) 
Zapraszam Was też do polubienia mojego profilu na Facebooku Klikając TU (tam codziennie nowe inforamacje):) Będzie mi bardzo miło:)

A teraz trochę o podróżach:)
Tak więc po skończonych nagraniach gratulacjach dla Bogusi wracałyśmy do domu.  Moja podróż była złożona z dwóch części. Ze Szczawnicy do Warszawy i z Warszawy do Kolbuszowej. 
Pierwsza część podróży upłynęła mi bardzo przyjemnie:) Razem z fantastycznymi ludźmi bardzo szybko dotarliśmy do Warszawy i tu zaczęła się moja nowa przygoda pod nazwą " w oczekiwaniu na powrót do domu". Wierzcie mi, że nie było mi do śmiechu. Pożegnaliśmy się wszyscy w ustalonym miejscu, i stamtąd każdy już na własna rękę dostawał się do domu. Ja chyba miałam najdalej i we wczesnych godzinach rannych sama z wielką walizką udałam się do stacji metra. Tam na "szczęście" znajdował się punkt przewoźnika  Polski Bus. Weszłam do środka, przywitałam się i zapytałam, czy jest jakiś autokar do Kolbuszowej, po czym bardzo nieuprzejma pani poinformowała mnie z wielką łaska, że owszem jest i kazała mi przyjść po bilet za pół godziny. Grzecznie zapytałam, czy nie mogę go kupić teraz, na co usłyszałam"nie". Wierzcie mi, nie miałam siły prowadzić dyskusji z ta panią i wyszłam. Po upływie tego czasu wróciłam. Kupiłam bilet i czekałam na autokar pełna nadziei, że za cztery godziny będę w domu. Byłam tak padnięta, że po prostu poszłam na łatwiznę i zamiast pojechać na Dworzec Zachodni skąd odjeżdża Neo Bus wsiadłam do Polskiego Busa na Wilanowskiej, bo wydawało mi się, ze to lepsza firma, i że będę szybciej w domu. O zgrozo - pomyliłam sie i to bardzo!
Autokar podjechał i kolejna nieuprzejma osoba powrzucała nasze bagaże do schowka. Autokar był pełen ludzi, młodzieży jadącej na letni wypoczynek, a ja marzyłam o śnie...:) 
Wsiadam do autokaru, a jakaś kobieta do mnie "a pani to gdzie?" więc uprzejmie odpowiedziałam, że do domu, choć do śmiechu mi nie było. Sprawdziła bilet i pozwoliła iść dalej. W życiu nie spotkałam się z takim zachowaniem w żadnej obsłudze klienta. W końcu udało się zająć miejsce, za mną siedziała pani z maleńkim ciągle płaczącym dzieckiem, które jak się dowiedziałam jechało pierwszy raz w autokarze. Swoją drogą to zastanowiło mnie to, ze nie było tam fotelika do przewożenia dzieci?:(    Podroż do domu się rozpoczęła. Powiem tak. Kawa, ciasteczko, lody, znów kawa... w Neo Busie tego nie ma, ale o wiele wiele bardziej wole ten środek lokomocji, bo tu jest miła obsługa, choć jest nią tylko kierowca. Podroż trwa krócej i co najważniejsze wysiada się tam, gdzie się chce.

Fot. T. Zadrożny
Polski Bus dla mnie okazał się fatalna pomyłką. Jedne co dodawało mi w nim otuchy to myśl, że wkrótce będę w domu i butelka coca coli z imieniem mojego męża, którą dostałam od Madzi, nie wiedziała, że to imię mojego męża, a mnie w tym przypadku "mała rzecz a cieszy":) Zamiast być w domu o 11.00 byłam o 15.00 bo kierowca pomimo moich próśb o wysadzenie w Kolbuszowej zawiózł mnie aż do Rzeszowa. Owszem, bilet był tak wykupiony, bo inaczej się nie dało, ale trasa przebiega dokładnie pod moim domem. kierowca nie musiał nigdzie zjeżdżać, zawracać, nic. Prosiłam tylko o zatrzymanie się i wysadzenie mnie na przystanku 100m od domu. Niestety pojechałam 36 km dalej i musiałam wracać taki kawał innym środkiem lokomocji. Siedząc w Polskim Busie dzwoniła do mnie koleżanka i nawet ona próbowała interweniować w sprawie wysadzenia mnie po drodze, i wiecie co usłyszała. "Niech ta pani wstanie i zacznie krzyczeć, że się źle czuje, albo, że jest w ciąży, i wtedy kierowca się będzie musiał zatrzymać". Uwierzycie w taka sytuację? Myślałam, że się popłaczę ze śmiechu, a popłakałam się z niemocy, bo ja się do takich kroków nie posuwam. Tak więc wysiadłam w Rzeszowie i na tym moja przygoda z Polskim Busem się zakończyła. Nigdy więcej nie skorzystam z tego środka transportu.
A w domu:) W domu to w domu:) Rodzina, dzieci, mąż:) Wszystko tak jak trzeba. Chwila odpoczynku i znów trzeba było pakować się do drogi. 

Fot. Ja:))) (Sama z butelką szczęścia:)

Tym razem wyjazd był do Strzelinka koło Słupska. Cudowne miejsce, gdzie wszystko było takie inne, takie dobrze zorganizowane. Więcej o tym po kolejnym odcinku:) chyba to rozumiecie?:)  

17 komentarzy:

  1. Lubię ten program :) Chciałabym wziąść kiedyś w takim udział, ale gdyby zasady gry były bardziej elastyczne i dla wegan możliwe do realizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co masz na myśli mówiąc bardziej elastyczne? Formuła programu jest bardzo fajna i przyjazna. Ogólnie wszystko odbywało się na wysokim poziomie, i jeśli tylko masz ochotę, to przy następnej edycji nie wahaj się. Nie ma co się poddawać zanim się nie spróbuje:) Adaś miał przepisy bezglutenowe więc może i dieta Wege miałaby szansę, tego nie wiem, ale kto pyta nie błądzi. Redakcja jest bardzo przyjazna i można pytać o wszystko. Więc jak tylko pojawią się castingi do III edycji trzeba próbować:)

      Usuń
  2. Super przygoda i pięknie wyglądają Twoje wypieki :)) Mnie szczególnie interesuje przepis na tartę cytrynową i ten cudowny kulebiak :) Przykro mi, że miałaś takie problemy jadąc polskim busem, ja też często nimi podróżuję, ale jeszcze mi się nic niemiłego nie przytrafiło, ale widocznie taka obsługa :( Trzymam kciuki za kolejne odcinki i już nie mogę się doczekać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Paulinko:) Przepisy będą wkrótce:) Cieszę się, ze oglądasz i mam nadzieje, że mocno trzymasz kciuki:) pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Pamiętam ten dzień i tą Twoją podróż do domu... aż mnie ciarki przechodzą, jak pomyślę, jaki miałaś humor i jak byłaś zmęczona, ale to było dawno ;) A odcinek - konkretny: już widać rywalizację, skupienie każdego z Was, dużo pracy. Twoje wszystkie ciasta i zadania dla mnie wykonane na 5!!! Kulebiak wspaniały, czekam na jego przepis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Ewunia, podroż była dawno, a Ty pomogłaś mi ja przetrwać:)
      Cieszę się, że podobał Ci się odcinek. Wszyscy pytacie o kulebiaka, więc muszę go zrobić, a do niego barszczyk czerwony koniecznie:)

      Usuń
  4. :) cudowna przygodę przezywasz - trzymam kciuki ! :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe ciasta! :) Brawo! Ta tarta cytrynowa <3 cudność. Powodzenia życzę! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tarta Tomasza Dekera musi być pysznością:) Moja wyszła prawie dobrze, ale wiem co trzeba poprawić aby była idealna i tak prawdę mówiąc już ją robiłam w domu i była doskonała:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. sliczne wypieki i obrzydliwa rzeczywistosc transportowa. Pewnie by gosc cierpial przez tydzien, gdyby Ci zrobil przyslge i zatrzymal sie na dodatkowym przystanku. Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basieńko bardzo pięknie i króciutko to ujęłaś:)

      Usuń
  7. Gratuluję i trzymam kciuki za następny odcinek:) i poproszę przepis na te tartę bo język już mi ucieka do niej :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Współczuję Jolu. Ja osobiście do Warszawy jeżdżę tylko Neobusem, tutaj nic mnie nie rozczarowało. Słyszałam, że ostatnio w Neob. też serwują cosik:)
    Wracając do Turnieju... zwiedzisz kawał Polski przy okazji:) I to jest super!!! Trwaj PRZYGODO!!! Tego Ci życzę, bądź tam do końca, zostań Mistrzynią i pokaż że w naszych okolicach najlepsze piekary są!!! hehe... Trzymam za Ciebie mocno kciuki!!! I wszystkim znajomym opowiadam o Tobie:) Pomyśl, że okolice Nowej Dęby i Stalowej Woli też o Tobie słyszą i jesteś pod ich lupą:) Pozdrowionka dla Ciebie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alinko w Neo Busie podają najlepsze ciasteczka owsiane jakie jadłam, i na nich właśnie odwzorowałam moje :) A jeśli chodzi o przygodę, to no cóż, sami zobaczycie czy będę podróżować czy też nie. Póki co czeka mnie przygoda w Strzelinku. Pozdrawiam Ciebie serdecznie i Wszystkich Twoich znajomych:) Wasze kciuki na pewno się przydadzą:)

      Usuń
  9. no ja łapki zaciskam co tydzień za Ciebie!!!!! wszystkie Twoje pomysły i poczynania w tym turnieju bardzo mi się podobają. Babeczki w ciekawych smakach, pyszna tarta i kulebiaczek palce lizać

    OdpowiedzUsuń

Witaj miły gościu :)
Dziękuje za odwiedziny :)
Jeśli masz pytanie do przepisu, zadaj je tutaj, a ja postaram się odpowiedzieć na nie w jak najkrótszym czasie.
Pozdrawiam,

Jola